wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 5

- Heej Sakit - Harry próbował przerwać to niezręczne milczenie, ale chyba mu się to nie udało... Sakit nie odrywał wzroku z Voxa, a Vox z niego. W powietrzu czuło się napięcie. Niezręczną ciszą przerywały jedynie przejeżdżające samochody.
- Hallo ziemia do Sakita!! - Harry nadal próbował przerwać napięcie - Dobra stary wchodzimy do środka!- Harry chyba się wkurzył. Wziął Sakita pod rękę i zaprowadził do kolejki przy wejściu. Razem z Chole poszłyśmy za nimi. Nie staliśmy długo w kolejce bo znajomy ochroniarz od razu zauważył Harrego, którego naprawdę trudno było nie zauważyć (ma ponad dwa metry wzrostu i blond włosy z zielonymi pasemkami). Chłopak chwilę z nim pogadał, po czym bez trudu weszliśmy do środka. Kiedy weszliśmy moje oczy oślepiły światła kolorowych laserów, a do mojego nosa dotarł zapach alkoholu i potu. Chłopcy znaleźli jakiś wolny kącik niedaleko baru gdzie pomieściła się nasza ekipa, a właściwie tylko najstarsi z niej. Chłopcy poszli zamówić coś do picia. Usiedliśmy tak, że dziewczyny siedziały po jednej stronie stolika, a chłopcy po drugiej, ale Sakit jak zwykle wyróżniał się spośród reszty. Usiadł koło mnie, a nie koło Harrego tak jak miał w zwyczaju. Siedzieliśmy tak milcząc. Właśnie MILCZĄC! Odkąd tylko pamiętam nie było tak długiej ciszy między nami. Zawsze, ktoś się śmiał, albo płakał, ale nie było ciszy.
- No więc Sakit, gdzie się wybyłeś zaraz po treningu? - Vox... Ten to zawsze wie kiedy trzeba się odezwać.
- Byłem się przejść, a co?
- Nie, nic. Ale to chyba niebezpieczne zostawać swoją dziewczynę samą w środku lasu...
- Zamknij się Vox! - nie umiałam już tego wytrzymać, nawet jego obecności i sposobu w jaki na mnie patrzył. Wstałam i wzięłam Sakita za rękę - Idziemy zatańczyć!
- Chole yyy... może my też byśmy poszli? - Harry jak zwykle nieśmiało podchodził w stosunku do Chole.
- Jasne!
Chwilę później tańczyliśmy na parkiecie. Zauważyłam, że kilka innych osób dołączyło do nas. Sakit był świetnym tancerzem. Każda dziewczyna, która nie umie tańczyć przy nim czułaby się jak mistrzyni tańca. Tak też się czułam. Tańczyliśmy, śmialiśmy się, a on jak zwykle zaczął się wydurniać. Nie wiem kiedy, ale zleciała mniej więcej godzina odkąd przyszliśmy. Kiedy był blisko czas leciał szybko, albo zatrzymywał się w miejscu. Wróciliśmy do stolika gdzie nie było nikogo.
Sakit przyniósł nam nowe drinki. Siedzieliśmy tak i rozmawiali aż do stolika wrócili Harry i Chole. 
- No dobra Sakit, to gdzie uciekłeś zaraz po treningu.
- A dlaczego cię to interesuje Harry?? - Skit był widocznie zirytowany
- A dlatego - wziął łyk piwa - że jesteś moim kumplem, poza tym mieliśmy coś do zrobienia przed imprezą.
- Mieliśmy ... aaaa... No tak, całkiem mi to wyleciało z głowy.
- No ładnie tak zapominać o kumplach. - Po Harrym widoczne było podirytowanie. 
- Przepraszam, ale musiałem się trochę uspokoić. - Sakit uśmiechnął się do Harrego 
- No dobra, ale musisz nam to jakoś wynagrodzić - Teraz to Harry uśmiechał się od ucha do ucha - To co w poniedziałek po szkole??.
- No chyba nie mam wyjścia. 
- A co mieliście zrobić po treningu?? - No cóż... jestem bardzo ciekawska.
- Nic ważnego.
- Przed chwilą byłeś zły na Sakita, że nie przyszedł i was olał, a teraz mówisz że to nic ważnego?!
-Keira to nie było nic ważnego dla was, ale dla nas to trochę ważne.
- Harry daj spokój, coś kręcisz, a właściwie kręcicie tylko jeszcze nie wiem co.
Siedzieliśmy tak i gadaliśmy, później jeszcze trochę wypiliśmy i potańczyliśmy. W końcu wszyscy wróciliśmy do stolika. Po godzinie 22 zorganizowano karaoke. Chłopcy musieli być już bardzo wypici, bo w pewnym momencie wskoczyli na scenę, zrzucili osoby, które tam śpiewały i sami zaczęli śpiewać. Wszyscy zaczęli się z nich śmiać, a my z dziewczynami zaczęłyśmy ich nagrywać telefonami. Śpiewali wszyscy co do jednego. Nie mogłam w to uwierzyć, jeszcze nigdy nie byli tak zgodni. Bawiliśmy się wspaniale. Było około czwartej nad ranem kiedy wyszliśmy z klubu. Pożegnaliśmy się z wszystkimi i ruszyliśmy w stronę naszych domów. Sakit uparł się żeby odprowadzić mnie do domu. Szliśmy w piątkę: Ja, Sakit, Chole, Harry i Vox. Mam nadzieję, że wszyscy ludzie w okolicy mieli mocny sen, bo chłopcy cały czas darli się na cały regulator. W sumie my z Chole też. Sakit i ja mieszkaliśmy obok siebie więc kiedy tylko doszliśmy do naszych domów pożegnaliśmy się z trójką śpiewaków. Sakit odprowadził mnie pod same drzwi.
- Przepraszam, że cię dzisiaj zostawiłem, tam w lesie - przysunął się blisko i złapał mnie w tali. 
- Nic się nie stało. To nic takiego...
- Byłaś tam z Voxem. Sama. - Jego ciepły oddech gładził mnie po policzku.
- To przecież nic takiego.
- Nie wiem dlaczego ale nigdy nie trawiłem tego kolesia. - spojrzał mi prosto w oczy. Próbowałam odczytać o co mu chodzi, ale nie potrafiłam. Nachylił się i wyszeptał ,,Dobranoc" po czym po chwili dodał ,,Może...". Odszedł, nawet się nie odwrócił. Stałam tam i nie wiedziałam co mam zrobić. Po chwili osłupienia weszłam do domu, a raczej próbowałam, bo zapomniałam kluczy. Nie chciałam budzić rodziców ani nikogo z domowników, musiałam więc coś wykombinować. Na szczęście moja siostra zawsze śpi z otwartym oknem. Nie potrafię się wspinać tak dobrze jak Skit, ale dałam radę wspiąć się na pierwsze piętro. Pokój Mili oświetlała mała lampka koło drzwi. Było ciemno a moja młodsza siostra nie posprzątała pokoju więc miałam nie lada problem żeby dostać się do drzwi, nie obudzić małej i się nie przewrócić. Po kilku minutach dostałam się na korytarz. Zdjęłam buty i pobiegłam na górę do mojego pokoju. Nie świeciłam światła, nie widziałam takiej potrzeby. Wieczór, a właściwie poranek był ciepły, dlatego zdecydowałam się pójść w ślady mojej siostry i otworzyć okno. Poszłam do łazienki żeby przebrać się w piżamę. Wcześniej wzięłam szybki i zimny prysznic. Kiedy wróciłam do ciemnego pokoju ktoś siedział na moim łóżku. Postać podniosła się i zaczęła zbliżać się do mnie.


Dziennik Macko
9 maja. Kilka dni w podróży nieźle mnie zmęczyło. Treningi w szkole nigdy mnie tak nie męczą jak długie podróże. No cóż... ale w końcu to przeprowadzka do nowego domu, przeprowadzka do nowego życia. Tsa... Właśnie nowe życie, które ułożone mam od samego urodzenia. I ten ślub. Ja go wcale nie chcę, nie potrzebuje. 
Ja może tego nie potrzebuję, ale moje królestwo i moi poddani tak. Najgorsze jest to, że moja siostra też ma ślub. Tyle, że ona wychodzi za mąż za najgorszego człowieka na świecie, za Willa. Nie mam nic przeciwko Emmie, ale jej braciszek to inna bajka.
A tak z innej beczki to znowu mi się śniła, moja najmłodsza siostrzyczka. Moja zaginiona siostra, którą uznano za zmarłą. Wszyscy nie potrafią o niej zapomnieć, ale ja to już szczególnie. Dziś śniła mi się cała zapłakana, a chwilę później jej śmiech odbijał się echem w mojej głowie. W sumie to nadal nie umiem zapomnieć jej śmiechu i uśmiechu. 
Koło południa wreszcie dotarliśmy do miasta. Obiad na szczęście zjedliśmy bez Shadows. Resztę dnia spędziłem zwiedzając zamek, który jest kilka razy większy niż ten w którym się wychowałem. Wieczorem umówiłem się z chłopakami na wypad na miasto. Znaleźliśmy jakiś klub w którym było całkiem nieźle. Plusem było to, że nikt mnie tu nie rozpoznał, pewnie nikt tu nie wie jak wygląda książę Macko. To świetnie przynajmniej te kilka dni będę mógł być anonimowy.
W klubie podawali całkiem niezłe drinki, a muzyka też nie była zła. Koło dwudziestej drugiej zorganizowano karaoke. Nie zwracałem na to uwagi aż na scenę nie wpełźli jacyś pijani goście i nie zaczęli się wydurniać. Wszyscy się z nich śmiali, ale mnie jakoś to nie bawiło. Wtedy zauważyłem czarnowłosą dziewczynę, która była łudząco podobna do mojej siostry ze snów. Gapiłem się na nią chyba z pół godziny. Myślałem żeby do niej podejść i z nią zagadać, ale co miałbym jej powiedzieć ,,Hej jestem książę Macko, a ty jesteś podobna do mojej siostry, którą uznano za zaginioną, a później za zmarłą. Może pójdziemy do zamku i przedstawię cię moim w sensie prawdopodobnie naszym rodziców, a później zrobimy badania genetyczne i upewnimy się w moich przypuszczeniach??" Tylko to udało mi się wymyślić w ciągu pół godziny gapienia się na nią. Genialnie Macko!! Jesteś matematycznym geniuszem, najlepszym raider'em i potrafisz poderwać każdą dziewczynę na tym świecie, a nie potrafisz zagadać do dziewczyny, która jest tylko łudząco podobna do twojej siostry. No ładnie. Trudno mam inny plan na który mam kilka dni. W sumie to już zacząłem go realizować. Kiedy wracała do domu ze znajomymi śledziłem ją. Fajnie najpierw wariuje, a później zaczynam się bawić w detektywa... Dobra, koniec już więcej nie piszę. Koniec kropka. 
A jednak coś jeszcze napiszę. Po wyjściu z klubu koło godziny trzeciej natknąłem się na Williama, któremu oczywiście spuściłem niezły łomot. Sam się o to prosił. Do tego on pierwszy się na mnie żółcił. Chociaż może troszkę może go sprowokowałem. Hehehehe...

_________________________________________________________________________________
Dziękuje za te pięć komentarzy, które mnie bardzo zmotywowały.
 Przepraszam, że znowu się spóźniłam z rozdziałem.

Jeśli chodzi o informowanie to zostawiajcie swojego Twittera, a ja na pewno was poinformuję o nowym rozdziale. Może przez wakacje uda mi się zmodernizować bloga i dodać zakładkę informowani.

Piszcie co chcielibyście zmienić, może coś dodać, coś odjąć, ale przede wszystkim co sądzicie o tym rozdziale. Mi się on tak średnio podoba, ale cóż nie napisałam jeszcze takiego, który by mnie zachwycił.
Jeszcze raz Dziękuje wszystkim za komentarze i wyświetlenia.

czwartek, 12 czerwca 2014

Przekraczając niektóre granice, musimy liczyć się z tym, że nie będzie powrotu . . .

                                  Rozdział 4

Pogodna, słoneczna sobota. Szłam przez całą naszą dzielnicę ze spuszczoną głową. Kiedy doszłam do końca skręciłam w lewo i podeszłam do szarego parterowego domu. Zadzwoniłam do drzwi, wiedziałam że o tej porze Vox będzie sam w domu.
- Hej, co tam?? - Był lekko zszokowany, ale uśmiechnięty.
- Możemy się przejść?? 
- Jasne, tylko skoczę po telefon.
Nie czekałam długo żeby wyszedł. Jak zwykle o tej porze roku był ubrany w jeansowe szorty i biały, obcisły t-shirt. Jego blond włosy jak zwykle były postawione na żel. Długo szliśmy w milczeniu. Przeszliśmy przez całą dzielnice i wyszliśmy na plac przed zamkiem. 
- Mamy jakiś konkretny cel tego szybkiego spaceru?
- Co?? Nie, to znaczy...
- Może przejdziemy się do parku w północnej części miasta. To niedaleko.
Pokiwałam tylko głową i ruszyliśmy w stronę parku. Po drodze Vox kupił nam lody truskawkowe. Kiedy doszliśmy do parku było już koło dwudziestej. Szliśmy alejkami. Usiedliśmy na ławeczce koło jeziorka, które wyglądało pięknie.
- Chciałabym cię o coś poprosić.
- Mhm. Pewnie wiem o co chodzi.
- Tak??
-Tak, ale powiedz bo mogę się mylić.
- Chcę cię poprosić o to, żebyś przestał się kłócić z Sakitem. Jesteś moim przyjacielem i wiesz, że mi na nim bardzo zależy.
-Dziwne. Jeszcze niedawno uwielbiałaś się z nim kłócić, dogadywać i takie tam, a teraz nagle zaczęliście się lubić, nawet uważacie, że się kochacie. Czy to nie chore?? I to w ciągu kilku dni.
Ja... Mi na tobie zależy bardziej niż jemu! 
- Rozumiem. Jesteś moim przyjacielem i martwisz się o mnie, ale zrozum miłość nie wybiera.
- Tsa... Komu ty to mówisz. - Staliśmy tak na przeciw siebie przy zachodzie słońca. Vox zbliżył się do mnie. Patrzyłam teraz w jego szaro-błękitne oczy, a on nachylił się i wyszeptał:
-Kocham cię. - Nasze usta zaczęły się zbliżać do siebie ...
***
Staliśmy teraz tak jak tego wieczoru słysząc i czując swoje oddechy. Wtedy Vox nachylił się i znowu wyszeptał:
- Kocham cię - A nasze usta znów zaczęły się zbliżać. Cała ta sytuacja przeleciała mi przed oczami. To znów się działo. ,,Tym razem nie może się znowu tak skończyć" pomyślałam.
- Zwariowałeś!! - Krzyknęłam i odepchnęłam go od siebie.
- Przecież wiem, że ty mnie też kochasz.
- Kocham cię, ale jak brata. Dla mnie jesteś przyjacielem, który zachowuje się jak starszy brat!! - Nie wytrzymałam tego wszystkiego pobiegłam w głąb lasu. Wróciłam do płotu, przeskoczyłam. Na początku słyszałam jeszcze krzyki Voxsa, ale byłam szybsza od niego, nigdy nie umiał mnie dogonić i tak było tym razem. Wpadłam na rynek. Świat był zaszklony moimi łzami, nie chciałam dopuścić do siebie głosu który mówił że Vox mnie KOCHA. To było coś, czego nie chciałam, coś co mogło zepsuć moje życie. I te wspomnienia ... 
Biegłam dalej nie wiedząc co robię. Nieświadomie skręciłam w kierunku domu. Wbiegłam zapłakana do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Pod poduszką znalazłam swojego iphone. Spojrzałam na ekran. Miałam kilka nieodebranych połączeń i kilka nowych smsów.`Sprawdziłam od kogo. Kilka było od Vox'a, ale reszta była od Sakit'a. Nie miałam ochoty sprawdzać co Vox mi napisał więc sprawdziłam co napisał do mnie Sakit. Była tylko jedna wiadomość o treści: ,,Przepraszam". Leżałam na łóżku jeszcze kilka minut. Niespodziewanie do mojego pokoju wtargnęła moja jedenastoletnia siostra.
- Masz może jakieś ciekawe książki?? - spytała i nie oglądając się na mnie podeszła do mojej biblioteczki z książkami.
- Mówiłam ci już, wara od moich książek !! - Chciałam ją wyrzucić z pokoju, ale ona jak zwykle wtrąciła swoje pięć groszy.
-A czemu masz takie czerwone oczy ?? Pokłóciłaś się z Sakitem?? Hmm... A może z kimś innym co??
- Daj mi spokój, to nie twoja sprawa. - Wyrzuciłam swoją siostrę za drzwi i poczułam się jeszcze gorzej. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak się czuję i doszłam do jednego wniosku: czuję się tak jakbym zdradziła Sakita. W pewnym momencie miałam jeszcze jedno wyjaśnienie, że tak naprawdę kocham też Vox'a, ale odrzuciłam tą myśl od razu. Nie mogłabym zrobić takiej rzeczy Viki - młodszej siostrze Chole - która była w nim zakochana na zabój. W końcu nie wytrzymałam i  poszłam do pokoju Mili. Przeprosiłam ją za wyrzucenie z pokoju. Siedziałyśmy tak w milczeniu dłuższą chwilę.
- Nie rozstałaś się z Sakitem, prawda ??
- Nie, chyba się obraził, chociaż to chyba nie to... Sama nie wiem. To trochę...
- Skomplikowane. Powtarzasz się wiesz. - patrzyłam na nią z wzrokiem pytającym, bo nie rozumiałam o co chodzi młodej. - Zawsze tak mówisz jeśli chodzi o twoje relacje z Skitem. One zawsze są dla ciebie skomplikowane. - Nic już więcej nie powiedziała.
- Który jest dzisiaj?? - spytałam przerywając ciszę
- Hmm... 9 maja. A co ???
- Co ?! Muszę lecieć się szykować o 18 zaczyna się impreza.
- Zabierz mnie.
- Może jak będziesz starsza. 
Wyszłam z pokoju była godzina 16:47 co oznaczało, że nie mam zbyt dużo czasu. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i otworzyłam szafę na oścież. Spojrzałam na telefon była godzina 17:15. Wybieranie ciuchów zajęło mi kolejne piętnaście minut. W końcu wybrałam czarną bokserkę, czarne skórzane rurki, czarne szpilki ze złotymi podeszwami i zestaw złotej biżuterii (długie, wiszące kolczyki i bransoletkę z moim imieniem). Malowanie poszło mi dość sprawnie. Nałożyłam tusz do rzęs, trochę czarnych cieni ze złotym akcentem, kreski eylinerem oraz delikatny różowy błyszczyk na usta. Kiedy skończyłam była godzina 17:42. Poszłam do salonu gdzie siedziała mama i powiedziałam, że wychodzę. Stanęłam jeszcze tylko w korytarzu i przejrzałam się w lustrze. Mój ubiór dopełniały moje kruczoczarne włosy i czarne oczy. Nie bez powodu wszyscy mówili na mnie BLACK. Założyłam jeszcze tylko czarną skórzana kurtkę ze złotymi zamkami. Już miałam wychodzić gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Sakita. Od razu rzuciłam się chłopakowi na szyje. Objął mnie i przytulił mocniej. Kiedy wreszcie go puściłam nadal był smutny. Wyglądał ślicznie. Miał na sobie białą koszulkę na ramiączkach, białą koszulę w cieniutką, prawie niewidoczną czarną kratę, białe spodnie, srebrno-białe Vansy oraz nieśmiertelniki, które dałam mu na ostatnie urodziny. Mój WHITE. Ja jestem Black, a on White. Czerń i biel przyciągają się do siebie.
- Pięknie wyglądasz.
- Ty też niczego sobie. - Wzięliśmy się za ręce i ruszyliśmy w stronę ,,Skorpiona" gdzie odbywała się impreza. Nie odzywaliśmy się do siebie i to mnie martwiło.
- Dlaczego tak szybko zniknąłeś po treningu ??
- Przepraszam, ale musiałem się uspokoić i przemyśleć kilka spraw.
- Mogłeś mi powiedzieć, a zamiast tego sterczałam później sam na sam z Voxem.
- Cooo ??!!
- Tooo... - Uśmiechnełam się i pociągłam go za rękaw.
- Co on ci powiedział?? To przez niego płakałaś, czy może jednak przeze mnie ?? 
- Słucham skąd o tym wiesz??
- Yyyy ... no wiesz... O wszyscy już są pośpieszmy się.
- Sakit - pociągnełam go za rękę ale on nie stanął, byliśmy już za blisko naszych znajomych w tym Vox'a żeby się kłócić i dogadywać. Vox uśmiechał się od ucha do ucha, a Sakit spoważniał. Stali tak na przeciw siebie. Wyglądali jakby mieli się zaraz pozabijać.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale wiecie szkoła i jeszcze mażoretki itp.
Od razu zastrzegam, że jeśli pod tym rozdziałem nie będzie przynajmniej 5 komentarzy
nie piszę kolejnego rozdziału. Jeśli możecie to udostępniajcie mojego bloga gdzie tylko możecie :)
P.S Jeśli ktoś chce byś informowany o następnych rozdziałach, poszę o zostawienie jakiegoś namiaru np. na TT czy pocztę ;p
Dziękuje za wszystko ... 

niedziela, 11 maja 2014

Głupstw przeszłości nie da się cofnąć, ale da się naprawić.

Rozdział 3

Z oddali usłyszałam gwizdy i owacje. Ktoś zaczął krzyczeć: ,, Jeszcze jeden". Poczułam, że się rumienię i uśmiecham. Sakit trzymał mnie w swoich ramionach. Podniósł głowę i spojrzał przed siebie. Odwróciłam się. Zobaczyłam gromadzących się wokół nas naszych przyjaciół.
- Idioci - Sakit uśmiechnął się od ucha do ucha, ale nawet uśmiech nie zamaskował jego czerwonych policzek.
- Chyba mówisz o sobie. - Powiedział dwu metrowy blondyn który podszedł do nas aby przywitać się z Sakitem. - I jak zwykle spóźnieni. - Mruknął pod nosem Harry.
- Taka tradycja - wypaliła radośnie Chole, czerwonowłosa piękność. Chole była moją przyjaciółką, była wyższa ode mnie, ale i tak o głowę niższa od Harrego.
Przywitaliśmy się z wszystkimi z naszego klubu, a właściwie drużyny, którą stanowiło piętnastu chłopaków i piętnaście dziewczyn, wliczając w to mnie i Sakita. Co robiliśmy o godzinie siódmej trzydzieści w lesie?? Trenowaliśmy się w sztuce wojennej. Wprawdzie wojna pomiędzy Shadows a Knight skończyła się ponad osiem lat temu, ale cały czas prowadzone były działania wojenne z innymi krajami i nie wiadomo było czy któryś z tych krajów nie napadnie na nasze miasto. W Knight i Shadows były wyspecjalizowane szkoły wojskowe, które szkoliły specjalnych żołnierzy zwanych The Raiders. My nie mogliśmy chodzić do tych szkół, ponieważ nasze miasto nie należy jeszcze do żadnych z tych krajów. Nawet po zjednoczeniu królestw, po oficjalnym włączeniu naszego miasta do nowego państwa i po połączeniu tych szkół nie będziemy mogli tam uczęszczać. Takie zasady. Nikt natomiast nie powiedział, że sami nie możemy się czegoś nauczyć, aby w razie potrzeby ochronić nasze miasto. 
- To co dzisiaj trenujemy?? - Spytałam po chwili milczenia.
- Dziś poćwiczymy walkę w ręcz, a później strzelanie z łuków?? - Jak zwykle Sakit rozplanował już nasze zajęcia. Wszystkim rozdał plan treningowy na dziś i następny tydzień.
- A walkę wręcz ćwiczymy w duetach czy pojedynczo?? - spytała ta wredna małpa Eter. Wiedziałam, że chce trenować z Sakitem, który od dawna jej się podobał.
- Gdybyś spojrzała na kartkę którą ci przed chwilą dałem wiedziałabyś, że zorganizujemy dzisiaj rozgrywki z których wyłonimy dwóch zwycięzców, po jednym z każdej kategorii, którzy będą walczyć ze sobą w finale. To będzie świetny trening, a przy okazji sprawdzimy jakie postępy zrobiliśmy w ciągu miesiąca.
- No cóż, skoro musimy. - jęczała Eter
Wylosowaliśmy swoich przeciwników, oczywiście jedna osoba z każdej kategorii była bezpieczna przez pierwszą rundę. Moją pierwszą przeciwniczką była Aoi, z którą wygrałam bez przeszkód. Z resztą dziewczyn też poradziłam sobie bez problemu. Tak jak Sakit dotarłam do półfinałów. Moim przeciwnikiem okazała się Eter, a Sakita - Vox. Półfinały były ciężkie. Eter nabiła mi kilka ładnych siniaków zanim ją pokonałam. Kątem oka dostrzegłam, że walka pomiędzy chłopakami się nie skończyłam. Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam krew na głowie Sakita, co mnie przeraziło. Natomiast Vox był tylko mocno poobijany. Walka była zażarta, żaden z nich nie chciał przegrać. Obaj nie mieli już siły dalej walczyć, lecz Sakit miał większą wolę zwycięstwa. Nagle Sakit uderzył Voxa z półobrotu w twarz. Ten zachwiał się i upadł co było równoznaczne z jego przegraną.Wszyscy wybuchli radością i śmiechem, ponieważ zawsze to się tak kończyło. Jak zawsze Sakit podszedł do Voxa i podał mu rękę aby pomóc mu wstać i na znak, że nie chowają do siebie urazy. Tym razem Vox nie podał ręki. Widać było po nim wściekłość i żal, ale nie byłam pewna do kogo. Sakit podszedł do mnie uśmiechnięty, ale przygaszony i zmęczony. Chyba było po mnie widać, że martwię się o niego i o jego ranę na głowie, bo kiedy podszedł powiedział:
- Oto zwycięzca dzisiejszych zawodów!!! - podniósł mi rękę na znak zwycięstwa, a później przytulił mnie z uśmiechem na ustach i pocałował w czoło.
Po chwili radości nastąpiła dwudziesto minutowa przerwa na opatrzenie rany i własnej dumy. Ja zajęłam się opatrzeniem ran Sakita z czego nie był zadowolony. Na szczęście zawsze ze sobą mieliśmy apteczkę. Sakit krzywił się kiedy polałam mu ranę wodą utlenioną. Rana na szczęście okazała się długa, ale nie głęboka.
- Jak on ci to zrobił??? - spytałam po chwili dłuższego milczenia
- Nie wiem. Walnął mnie pięścią tak że mnie zaćmiło, a potem poczułem ból na czole.
- Rana wygląda mi na zrobioną nożem. - stwierdziłam po dokładniejszym zbadaniu.
- Przecież ustaliliśmy, że ... - przerwał i pogrążył się w swoich myślach - Hmm... Chyba muszę z nim porozmawiać. - próbował wstać gwałtownie. Ledwo go powstrzymałam, przecież ledwo się ruszał. Wiedziałam też co się wydarzy, że zacznie się bojka nie tylko pomiędzy Sakitem i Voxem, ale też pomiędzy resztą chłopaków.
- Ja z nim porozmawiam, dobra?? - Chciałam wstać, ale powstrzymał mnie.
- Nie chce abyś to ty z nim rozmawiała. - w gruncie rzeczy Sakit był bardzo zazdrosny, a szczególnie kiedy chodziło o mnie i o Voxa.
Ja i Vox jesteśmy przyjaciółmi odkąd tylko pamiętam, a Sakit pojawił się kiedyś i od razu zaczął mnie denerwować. Chłopcy nigdy się nie dogadywał, a szczególnie odkąd tylko jesteśmy razem. Sakit przestał się kłócić z Voxem, bo go o to poprosiłam, ale gdy poprosiłam o to wysokiego, czarnowłosego i niebieskookiego chłopaka, którego nazywałam przyjacielem zdarzyło się coś czego się nie spodziewałam.  
- I tak z nim porozmawiam. - Sakit popatrzył się na mnie spode łba - Nie martw się przecież mnie nie zje, a i tak miałam zamiar z nim porozmawiać o czymś innym. - Uśmiechnęłam się do niego najszczerzej jak tylko potrafiłam, ale  i tak mi nie uwierzył.
- Czas na strzelanie z łuków!! - krzyknął niezwracająca już na mnie uwagi.
Jeśli chodzi o łucznictwo nie ma w naszej drużynie lepszego łucznika ode mnie. Sakit był zły. Hmmm... To mało powiedziane był wściekły. Cały czas podchodził do mnie i się czepiał o byle co. Jeśli chodzi o technikę nie jestem w tym najlepsza, ponieważ mam własną, którą doskonaliłam przez lata. Zaczynało mnie to irytować, ale do końca zachowałam kamienną twarz. 
- Chłopie przestał byś się już jej tak czepiać - usłyszałam za sobą ostry, ale przyjemny głos.
Za mną i moim chłopakiem stał Vox.
- Czepiasz się jej, a sam nie potrafisz zrobić tego lepiej od niej. - On zawsze był dla mnie jak starszy brat, który broni mnie przed natrętnymi łobuzami.
- Vox przestań, nikt nie jest idealny łącznie ze mną. - Spojrzałam na niego miną wręcz błagalną.
- Dobra już dobra, ale on i tak nie powinien nikogo tak traktować - rzucił jeszcze odchodząc.
Sakit  był nad wyraz spokojny, lecz jego szare oczy zrobiły się praktycznie białe. Wróciłam do pozycji strzeleckiej. Poczułam na swoim ramieniu lekki dotyk, który dobrze znałam, ale teraz był jeszcze lżejszy i delikatniejszy. Usłyszałam ciepły, delikatny głos który wyszeptał ,, Przepraszam". Po swojej lewej stronie zobaczyłam odchodzącego białowłosego chłopaka. Trening dobiegał końca i wszyscy zaczęli zbierać swoje rzeczy. Szukałam wzrokiem Sakita lecz go nie znalazłam. Zawsze wracaliśmy razem. Zawsze, ale dziś na mnie nie czekał. Ktoś stał za mną, czułam to. Odwróciłam się z uśmiechem myśląc, że to Sakit ale... zobaczyłam tylko Voxa, który uśmiechał się do mnie. Niestety ja nie potrafiłam odwzajemnić jego uśmiechu.
- Nie mnie się spodziewałaś tylko jego. - dopiero teraz zauważyłam, że zostaliśmy sami. Chłopak przysunął się do mnie bliżej.
- Ja ... Tak myślałam, że to Sakit ale...
- Ale on cię zostawił. - Staliśmy tak dłuższą chwilę milcząc. - Dzisiaj traktował cię okropnie. Wkurzył się, że mu nieźle dokopałem i wyżywał się na tobie.
- Miał do tego prawo!! - Nie umiałam się już powstrzymać - Ty oszukiwałeś, użyłeś noża prawda?! Przecież ustalaliśmy... Ty nawet to wymyśliłeś, a teraz - Przytulił mnie niespodziewanie, a ja się rozbeczałam jak głupia. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
- Przepraszam tak jakoś wyszło. Po prostu byłem zazdrosny o to, że jest najlepszy, że wszyscy go tak chwalą o to wszystko co ma, a przede wszystkim ... o ciebie. - Wyrwałam się szybko z jego uścisku. Byłam wstrząśnięta. Przecież byliśmy przyjaciółmi przecież tamto się nie liczy, przecież ... Podszedł do mnie bardzo blisko nachylił się do mojego lewego ucha i wyszeptał:
- Wciąż myślę o tym co ci powiedziałem tamtej nocy.

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział II

Rozdział 2 

 Zeszliśmy do kuchni po kręconych schodach. Mili siedziała już przy stole z miską swoich ulubionych tęczowych płatków. Jak zwykle rozczochrana i z książką. Podeszłam i na przywitanie rozczochrałam bardziej jej długie, brązowe włosy. Moja młodsza siostra spojrzała na mnie spode łba. Sakit przywitała ją pogodnym uśmiechem, po czym spytał się jej co czyta. Nie pamiętam co czytała, bo cały czas rozglądałam się szukając mamy w naszej dość dużej kuchni, połączonej z jadalnią.
- Mili gdzie jest mama??
- Mam nadzieję, że wyszła a my się z nią nie miniemy. - powiedział to nie w porę bo mama właśnie w tej chwili weszła przez drzwi.
- A dlaczego nie chcesz się ze mną widzieć Sakit ?? Czyżbym była już taka stara i brzydka, czy może też znowu wszedłeś przez okno na drugim piętrze, zamiast przez drzwi jak normalni ludzie ?! - Stanęła za nim i wpatrzyła się w niego jakby chciała go udusić. Sakit nie bał się moich rodziców, ale czół do nich ogromny respekt.
- Nie proszę pani. - Powiedział to niemal zaczynając się jąkać.
- A tak w ogóle to Dzień dobry. - uśmiechnęła się i podeszła pocałować mnie w policzek.
- Dzień dobry proszę pani. 
- Hej mamo. - Czułam złość  w słowach mojego chłopaka, więc spróbowałam je zagłuszyć moim uśmiechem i pogodnym przywitaniem.
- Znów wybieracie się na te treningi ?? Nie znudziło wam się to jeszcze ?? - ciągnęła moja mama jakby chciała jeszcze bardziej go wkurzyć. I zazwyczaj jej się to udawało. Nie wiarygodne ile w tej drobnej osobie w czarnych lokach było zawziętości i wytrwałości.
- Przecież wiesz, że chodzimy tam trenować odkąd się tu wprowadziliśmy. - spróbowałam to powiedzieć z uśmiechem i w jak najradośniejszy sposób, ale zachowanie mojej mamy zaczynało mnie już to irytować.
- No tak, ale w tedy byliście dziećmi takimi jak Mili i jej koledzy, a teraz jesteście już prawie dorośli. - Zrobiła tą swoją przymilającą minę. Jak dla mnie to ta mina przypominała mi minę wiedźmy.
- Keira, chyba musimy już iść, bo się spóźnimy. - W jego głosie słyszałam nacisk. Dobrze wiedziałam, że nie chce już dłużej przebywać w jednym pomieszczeniu z moją mamą. Mama odwróciła się tyłem i zaczęła coś szykować.
- Już chcecie wychodzić ?? Keira a zjadłaś śniadanie ?? - Mama nie dawała nam spokoju
- Sakit ma rację musimy już iść, a śniadanie zjem później na mieście.
- Weź chociaż jabłko. - Z niechęcią wziełam jebłko, naktóre nie miałam ochoty. Wpatrzyłam się w zieloną skórkę jakby było najcenniejszym skarbem świata i zaczełam krążyć myślami wokół mojej rozmowy z Sakitem. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Mili, która jakoś dizwnie siedziała cały czas cicho:
- Sakit a zrobiłbyś to salto, które ostatnio pokazywałeś albo pokaż jakieś inne tricki ?? - spytała swoim słodkim, przymilającym się głosikiem, którego często używała kiedy z nim rozmawiała.
- Pżecież nie zrobi tego w domu, a po za tym my naprawdę musimy już iść.
- Tak, Keira ma rację, może następnym razem jak przyjdę to pokarzę ci coś zupełnie nowego, dobrze Milianno.
- No... dobrze.
Sakit jak zwykle otworzył mi drzwi, po czym pożegnał się z Mili i moją mamą. Szliśmy boczną ulicą nie odzywając się do siebie. Po mimo wczesnej godziny na ulicach było już zakorkowane, a ludzie przeciskali się przez siebie. Szłam pierwsza, Sakit szedł za mną. Skręciliśmy na główny plac w mieście, a następnie w ciemną uliczkę. Uliczka była wąska ale spokojnie mogliśmy z Sakitem iść obok siebie. Zauważyłam jego zamyśloną twarz i nawet nie musiałam zgadywać o czym myśli, bo dobrze wiedziałam o czym. Ja też o tym myślałam. O naszych snach. Przeszliśmy przez teren zabudowany i prawie wpadliśmy na dwu metrowy płot. Już czułam zapach leśnych drzew i wiosennych łąk. Bez problemów przeskoczyliśmy płot, a następnie skierowaliśmy się w stronę lasu. Szliśmy już dobre pięć minut ( a zostało nam jeszcze jakieś dziesięć minut drogi ) gdy Sakit mnie zatrzymał. Objął mnie w pasie i spojrzał mi prosto w oczy. Kochałam wpatrywać się w jego błękitne oczy. Uśmiechnął się i zgarnął mi z twarzy kilka kosmyków moich czarnych włosów.
- Kocham je. 
- Ale co ?? - Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Twoje wielkie czarne oczy. - Przytulił mnie mocno i zaczął szeptać. - Nie sądzisz, że byliśmy sobie od zawsze przeznaczeni ?? Ta sama data urodzin, te same zainteresowania, lubimy tą samą muzykę, te same dyscypliny sportu, mamy podobne sny i ... - tu na chwilę urwał - bardzo podobne tatuaże.
Wyrwałam się z jego uścisku i spojrzałam w jego oczy, które stały się smutne. Mnie tez zrobiło się smutno, a on to zauważył.
- Miałeś o tym nie wspominać. Przecież w naszym świecie takie rzeczy się zdarzają, prawda ??
Spojrzał na mnie z powagą. Dobrze wiedział, że nie lubię rozmawiać o swoim tatuażu na brzuchu. Były takie podobne... mój tatuaż na brzuchu i jego na lewy ramieniu, były podobne, ale nie takie same.
- Wiem, ale to mnie męczy, nurtuje, nawet już denerwuje. Ale teraz to nie pora na takie dylematy. - Nawet nie zauważyłam kiedy siedziałam już mu na baranach, szliśmy dalej, a on rzucał swoje oklepane dowcipy, z których i tak się śmiałam. Kiedy weszliśmy na polanę zeszłam z niego na ziemię. Chwycił mnie za rękę, przyciągną do siebie i wyszeptał, gładząc mnie po policzku:
- Zapomniałem o jednej rzeczy, która nas łączy... Oboje mamy wspaniały dar. - nachylił się i pocałował mnie w usta.

sobota, 3 maja 2014

Rozdział I

Rozdiał 1

     Ciemność i tylko ciemność. Spadam w dół. Nagle wyłania się światełko z tunelu. Pojawiają się jakieś uśmiechnięte twarze. Wydają się znajome, ale jakby z bardzo odległej przeszłości. Pojawiają się małe dzieci. Uśmiechnięte i rozradowane. Słychać ich śmiech. Gdzieś z daleka dochodzą do mnie jakieś uciążliwe dźwięki. Dzzzzz.... 
     Budzik wyrwał mnie ze snu. Kolejny raz ten sam sen. Wyłączyłam budzik i spojrzałam na datę w telefonie. Sobota 9 maja. Wolny dzień. Odwróciłam się tyłem do okna i zasnęłam. Próbowałam powrócić do snu. Znów zaczęłam spadać w dół w ciemność. Zobaczyłam światło i usłyszałam głos, głos który tak dobrze znam, który budzi mnie codziennie, na który rano tak bardzo czekam. Dziś nie chciałam go usłyszeć, starałam się wyprzeć go ze swojej głowy. Otworzyłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w słowa jakiejś piosenki, którą znam, ale nie umiałam sobie przypomnieć co to za piosenka. Słowa docierały do mnie powoli, szeptane wprost do mojego ucha. ,,I will always love you. You, my darling you." Czułam oddech i ciepło z niego płynące. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętą twarz którą tak dobrze znałam - Sakit. Uśmiechnął się szerzej, po czym objął mnie, pocałował w czoło i powiedział :
- Wreszcie Cię obudziłem Wasza Królewska Mość. - Witał mnie tymi słowami codziennie odkąd byliśmy mali, starannie je podkreślając. ,,Wasza Królewska Mość" to, ,, Wasza Królewska Mość" tamto. Kiedyś denerwowało mnie to, ale teraz uważam, że to nawet słodkie.
- Znowu z tym zaczynasz ?!
- Z czym ?? Przecież wiesz, że dla mnie zawsze byłaś i będziesz królową mojego serca. - Zawsze odwalał jakąś gatke, aby mnie udobruchać. Tak jak teraz.
- Kiedy wchodzisz przez okno, to mógłbyś je zamykać bo rano nie jest jeszcze aż tak ciepło.
- Ale miłe powitanie. A wystarczyłoby zwykłe: ,,Dzień dobry Sakit" albo jeszcze milsze dla mnie     ,,Też Cię kocham". - Widać było po nim, że zaczynam go powoli wkurzać jak co dzień rano kiedy przychodził. Zamknął okno przez które wszedł i już miał się odwrócić gdy:
- Kocham Cię i to bardzo, bardzo - powiedziałam dosłownie rzucając się na niego i przytulając się mocno.
Uśmiechnął się, ale zaraz spochmurniał i powiedział:
- Znów miałem TEN sen.
- TEN sen ??? Jaki sen ??? - spytałam radośnie, udając zdziwienie i zaskoczenie, ale dobrze wiedziałam o jaki sen mu chodzi.
- Nie udawaj głąba Keira, dobrze wiesz o jaki sen mi chodzi.
- Dobrze już dobrze, chciałam się z tobą trochę poprzekomarzać - powiedziałam wychodząc z łóżka w swojej piżamie z Garfieldem na koszulce.
- To nie są żarty, sny nie powinny się aż tak często powtarzać, one  w ogóle nie powinny się powtarzać. 
Siedział teraz na brzegu mojego łóżka, ze spuszczoną głową. Ten sen zawsze powodował u niego głębsze przemyślenia, ale dzisiaj miałam wrażenie, że to coś więcej.
- To jak myślisz mogę w tym iść do klubu ?? - Spytałam pokazując mu letnią, błękitną sukienkę, którą tak bardzo lubił. Bardo chciałam zmienić temat.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, niewiedzący chyba o co mi chodzi. Po chwili uśmiechnął się, na co liczyłam.
- Pewna, że dasz radę w tym ćwiczyć ?? A poza tym wolę żebyś zachowała tą sukienkę na cieplejsze dni kiedy będziemy tylko we dwójkę.
Po czym podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Chwilę później wzięłam białą bokserkę i czarne dresowe spodnie i wyszłam do łazienki. Kiedy wróciłam, zobaczyłam Sakita nachylonego nad moim biurkiem. Dopiero teraz zauważyłam, że ma już na sobie strój sportowy, łącznie z jego ukochanymi butami. Odwrócił się i wyciągnął rękę, w której trzymał kartkę z moim rysunkiem. Na rysunku była postać mężczyzny z mojego snu.
- Tobie też ci się śni, prawda ?? Ten sen, który masz od dawna. Dzisiaj pewnie też ci się śnił. - Wyszarpnęłam mu rysunek. Chciałam mu powiedzieć, że te sny nic nie znaczą, że to wszystko to nic, ale on dalej ciągnął: 
- Zauważyłaś, że śnią nam się w tym samym czasie. Jakby były czymś połączone, jakaś tajemnicą. Wiem, że tak uważasz i, że nie przyznasz się do tego, ale za dobrze cię znam, i wiem, że też się nad tym zastanawiasz.
- Przestań! Mówiłam ci, że to tylko sen, że nic nie znaczy i mnie nie obchodzi. - Ale on miał rację. Martwiłam się tym snem tak jak on, ale nie potrafiłam mu przyznać racji.
- Pewnie masz rację. Jak zwykle zresztą. - Podał mi moją czarną, dresową bluzę i pocałował mnie w czoło - A teraz chodźmy już na dół przywitać się z twoją mamą. Eh... Coś czuję, że znowu oberwę za wchodzenie do twojego pokoju przez okno.
Otworzył mi drzwi i wyszliśmy z pokoju.

piątek, 2 maja 2014

Prolog


Prolog


Noc.
Mgła, gęsta, szara i przerażająca. Nikt nie odważyłby się do niej wejść.
A jednak z mgły zaczęły wyłaniać się ciemne i przerażające postacie. Zakapturzone i uzbrojone. Niebezpieczne. Zwiastujące coś strasznego.

Ciemna komnata. Wyłaniające się postacie, krzyk i płacz małych dzieci.

Ranek.
Słychać jedynie krzyki, płacz, łzy i groźby.


Miesiąc później...

Wojna, krzyki przerażenia, ból, rozpacz, cierpienie, strach, żądza zemsty, strata.
Następne 10 lat wygląda tak samo. Ciągła walka.



I nagle spokój

Cisza przed burzą.